Z wizytą na lokalnym targu.

Często zwykłe miejsca mają więcej uroku niż rozreklamowane highlighty z kolorowych broszurek i przewodników. Miejsca, w których lokalni ludzie nie są przyzwyczajeni do widoku turysty. Zapytani o zgodę na zrobienie sobie zdjęcia, nie wyciągają cennika, ale są poruszeni, że ktoś chce uwiecznić ich codzienność.

To nie Bagan, nie jezioro Inle i nawet nie ociekająca złotem i diamentami pagoda Shwedagon, choć to miejsca fascynujące, ale targowisko w pewnej omijanej przez odwiedzających Birmę wiosce zapadło mi najbardziej w pamięć.

Wpis w nieznacznie zmienionej formie ukazał się pierwotnie na starym blogu w 2012 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *