Kup Pan lamę.

Oboje nie cierpimy przyjeżdżać po zmroku do dużych, nieznanych nam miast . Wymaga to momentalnego przestawienia się z półprzytomności po z reguły słabo przespanej jeździe autobusem w stan podwyższonej czujności.

Jeszcze za godzin ciemnych właśnie przyjechaliśmy do La Paz – stolicy Boliwii. Przywitał nas brudny terminal autobusowy, a po wyjściu z niego okoliczne wzgórza pokryte tysiącami niewykończonych, niepomalowanych domów – identycznych jak te w biednych dzielnicach brazylijskich miast – favelach.

Negatywne wrażenie szybko jednak ustępuje pod wpływem widoku ośnieżonych szczytów w oddali – w szczególności imponującego Illimani.

Illimani - La Paz

Nie spędziliśmy w La Paz zbyt dużo czasu, aby móc podzielić się z Wami wyczerpującymi informacjami na temat bogactwa kulturalnego miasta. Z muzeów odwiedziliśmy jedynie muzeum koki, z kościołów – kościół św. Franciszka. Uczestniczyliśmy tam nawet we mszy, która w kilku interesujących szczegółach różniła się od tego, do czego przywykliśmy w Polsce. Rozbroiły nas przede wszystkim telefony komórkowe składane w procesji darów wraz z 10-kilogramowymi workami ryżu ledwie dotaszczonymi do ołtarza przez góra 15-letnie dziewczyny oraz ubrane odświętnie psy siedzące w ławkach z ludźmi.

Z podobnych katolickich tradycji to natrafiliśmy też przypadkiem na procesję La Challa –  poświęcenie samochodów. To też znamy z Polski, tylko w trochę mniej egzotycznej oprawie.

Jednak szczytem boliwijskiego folkloru w La Paz jest Mercado de Hechiceria – Targowisko Czarownic –  miejsce w którym obok standardowych pamiątek można kupić wszelkiego rodzaju amulety, figurki Ekeko – domowego bożka szczęścia, halucynogenne kaktusy, eliksiry miłości i niestety także wysuszone płody lam, wypchane pancerniki i dzioby tukanów. A to tylko rzeczy z wystawy! Strach pomyśleć co wiekowe sprzedawczynie mają pod ladą dla „specjalnych” klientów.

Polska nie ma ambasady w Boliwii, ale ma za to Konsula Honorowego Rządu RP na Uchodźstwie w Boliwii – Jego Ekscelencję Szymona Kochańskiego, który zaprosił nas na audiencję i uroczystą kolację (pierogi ruskie).

Na spotkaniu stawiła się śmietanka polskich backpackersów przebywających wówczas w La Paz. Przybyli m.in. Iza i Kamil, śmigający od kilku lat po świecie na motorach i Kuba, który od Meksyku podąża autostopem na południe. Był też Karol z Gdyni (!), który na krótko zahaczył się w La Paz i mieszkający już od kilka lat w Boliwii Radek. Wieczór minął nam bardzo przyjemnie na rozmowach wszelakich, oscylujących jednak wokół życia w drodze i historii z nim związanych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *