Relaksu ciąg dalszy.

Wybyczeni, opaleni i trochę głodni po biwakowaniu na Białej Plaży, postanowiliśmy zmienić kurort – obraliśmy kurs na jedno z najpiękniejszych miejsc w całej Kolumbii: Park Narodowy Tayrona – uwieńczenie pobliskich gór Sierra Nevada de Santa Marta (najwyżej położony przybrzeżny łańcuch górski na świecie) – połączenie gór, dżungli i pięknych plaż. Miejsce tak urokliwe, że momentami wydaje się nierealne. Niestety, w sezonie uderzają tutaj dzikie tłumy turystów. Jest na tyle źle, że nie ma miejsca na oficjalnych campingach. Mamy więc wymówkę, aby spać na dziko.

W parku spędzamy 3 dni, wylegując się na plaży, czytając i nurkując z maską z ławicami kolorowych karaibskich ryb. Chodzimy również po okolicy, docierając m.in. do Pueblito – Wioseczki, czyli obiektu archeologicznego kultury Tayrona ? Taki nasz substytut dla trekkingu do Ciudad Perdida – Zaginionego Miasta, na który nie starczyło nam pieniędzy.

Wpis w nieznacznie zmienionej formie ukazał się pierwotnie na starym blogu w 2009 roku i stanowi zapis naszych wrażeń „na gorąco” z rocznej podróży po Ameryce Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *