Adiós Colombia!

O przekraczaniu granic można by napisać encyklopedię. Po osobnym tomie na każdą literę na jaka rozpoczynają się nazwy kolejnych państw.

Jeśli powstanie kiedyś taka encyklopedia i zajrzycie pod literę K, znajdziecie Kolumbie i następnie przejście graniczne w Paraguachon, to będziecie wiedzieć gdzie znaleźliśmy się 19 stycznia w godzinach późnowieczornych…

Generalnie nie jest to najlepsza pora na odnajdywanie się w obcych miejscach, a już w ogóle niefajna na przekraczanie granicy z Wenezuelą. No ale że nie ma już autobusów? Ci mili panowie zawiozą nas za odpowiednia sumę o dowolnej porze dnia i nocy do Maracaibo.

Oprócz nas w samochodzie jest jeszcze trzech mężczyzn – kierowca i przypadkowi współpasażerowi. A może nieprzypadkowi? Ten obok Kariny, dość przypakowany, śpi… a może udaje, że śpi? Gdy mijamy ostatnie światła miasta, dociera do mnie jakie to wszystko jest potencjalnie niebezpiecznie. Dwa razy 9 gramów i do piachu, tylko sprawdź czy nie mieli jeszcze gdzieś ukrytych dolarów…

Kluczem jest tu słowo „potencjalnie”. Prawdopodobnie gdyby to był nasz pierwszy miesiąc podroży, to bylibyśmy zdrowo przerażeni. Ale ponieważ zdążyliśmy się już trochę z latynoamerykańską rzeczywistością oswoić, to dla nas po prostu kolejny  przejazd collectivo.

A samo przekroczenie granicy odbywa się bezproblemowo. Pieczątka wyjazdowa, pieczątka wjazdowa. Tylko pogranicznicy trzepią nam plecaki – każą wyjąć wszystko z górnej komory, sprawdzają każdy przedmiot z osobna, ale dolna komorę plecaków olewają. I dzieje się tak podczas dwóch, niezależnych kontroli. Nie wiem czego się spodziewałem, ale więcej emocji dostarczało mi przekraczanie granicy z Ukraina czy Białorusią.

Opuszczamy Kolumbie z poczuciem niedosytu. Niecałe 5 tygodni to zdecydowanie za mało na ten piękny kraj. Zobaczyliśmy sporo, ale z drugiej strony ominęliśmy zupełnie Zonę Cafeterę, Cali i Medellin, wybrzeże Pacyfiku czy półwysep Guajira. Mamy więc po co tu wrócić!

Wpis w nieznacznie zmienionej formie ukazał się pierwotnie na starym blogu w 2009 roku i stanowi zapis naszych wrażeń „na gorąco” z rocznej podróży po Ameryce Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *