Historia pewnej znajomości…

Poniższy tekst powstał w 2008 roku i widniał na naszej poprzedniej stronie karinaimarcin.pl. Z sentymentu postanowiliśmy pozostawić go niezmienionym.

To był 28 września 2006 roku, pamiętam jakby wydarzyło się to wczoraj. Spotkanie rekrutacyjne dla nowych pracowników Teatru Miejskiego w Gdyni już się rozpoczęło, gdy spóźniona wpadła Ona. Z promiennym uśmiechem przeprosiła za spóźnienie i odgarnęła z czoła kosmyk swoich kruczoczarnych włosów.

Tego dnia była też próba generalna „Wariata i zakonnicy” Witkacego. Gdy czekaliśmy w holu, to Ona odezwała się do mnie pierwsza:

– Czy jesteś może harcerzem? Byłem wówczas ubrany w zielone spodnie typu „emki”, czarną koszulkę Kultu oraz koszulę moro, więc z przekorą odpowiedziałem:

– A co, widać?

Droga na scenę prowadziła długim korytarzem, oświetlonym psychodelicznym światłem. Ona szła przede mną. Siadając zostawiła jedno miejsce z brzegu wolne. Skorzystałem.

Skorzystał! Nigdy nie zapomnę tego pragnienia, które we mnie krzyczało tego wieczora. Przedziwne i niewytłumaczalne. Pragnienie złapania Go za rękę. Oczywiście moja wrodzona przyzwoitość odwiodła mnie od dotykania rąk Obcego, ale jak to możliwe, że Obcy walczył dokładnie z tą samą namiętnością serca…?

Nigdy nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia aż… sama mnie dopadła! I miała na imię Karina 🙂 Tak się „złożyło”, że następnych kilka dyżurów w teatrze mieliśmy wspólnych, więc zaczęliśmy rozmawiać. Po spektaklach okrężną drogą trafiałem na swój przystanek autobusowy „przy okazji” odprowadzając Ją na kolejkę. Aż pewnego wieczora…

zupełnie „niespodziewanie” Marcinowi uciekł autobus i postanowił dołączyć do mojej podróży SKM-ką. Zapytał, czy nie mam nic przeciwko, aby odprowadził mnie po drodze do swojego mieszkania. I tak stojąc pod klatką F, w euforii i rozpromienieniu zadałam pytanie, które na zawsze odmieniło nasze życia…

– Chcesz wejść na herbatę?

-Jasne!

Chyba nie spodziewała się tej odpowiedzi – po wejściu zagnała mnie do kuchni i poprosiła o zrobienie herbaty, aby w tym czasie posprzątać swój pokój :))

Jeszcze w kuchni zapytałem ją czy słucha Comy (rockowy zespół z Łodzi). Nie wiem czemu o to zapytałem, Coma nie była wówczas jeszcze bardzo popularna, ale jakoś wewnętrznie byłem pewien, że słucha. Nie myliłem się.

Od muzyki, przez harcerstwo do marzeń upłynął nam ten wyjątkowy wieczór na Rozmowie.

I tak wraz z kilkunastoma przegadanymi wieczorami i nocami rodziła się między nami Przyjaźń. Przyjaźń, która urzekała nas pokrewieństwem dusz, szczerością i czystością. Ale od miłości do Miłości było jeszcze daleko.

Musieliśmy pokonać rafę stereotypów. No bo jak tu się wiązać z pięć lat od sobie młodszym?

Ja, pracująca w szkole podstawowej nauczycielka, a On uczeń liceum, za 3 miesiące pełnoletni. Afera na miarę pierwszej strony „Faktu” i 5 lat kary pozbawienia wolności.

Jakoś się tak jednak stało, że ta różnica wieku nie była dla nas odczuwalna. Choć ludzie czasem pukali się w czoło, to my uważaliśmy się –  i uważamy do dziś – za równorzędnych partnerów.

Mijały miesiące, a my stawaliśmy się coraz bliżsi sobie. Na wakacje po moim obozie harcerskim planowaliśmy pierwszy wspólny wyjazd – do Szkocji.

Wyjazd musieliśmy jednak odwołać. Stan zdrowia mojej mamy, chorej na nowotwór, pogarszał się. Jej śmierć w dniu 12 sierpnia była najtrudniejszym dniem mojego dotychczasowego życia.

Wsparcie jakie w tej trudnej sytuacji uzyskałem od Kariny oraz wspólny wrześniowy wypad w ukraińskie Karpaty, gdzie przez kilka dni z ciężkim plecakiem dotrzymywała mi kroku na szlaku utwierdziły mnie w moim uczuciu do Niej.

Dziś już jako małżonkowie, trzymając się za ręce, dalej wędrujemy po górach naszego życia…

Moja Żona, Karina. Gdy ją poznałem, zaczynała pracę w szkole z dziećmi niepełnosprawnymi. Ogromne wrażenie robiło na mnie Jej nieprzeciętne zaangażowanie w pracę. Jej nastawienie na drugiego człowieka, ciągłe pytanie siebie „co jeszcze mogę dać innym”, wrażliwość na sztukę i piękna wiara – tego się ciągle od Niej uczę. Jest mi wiernym kompanem w podróży, Przyjaciółką i wsparciem w trudnych chwilach.

Mój Mąż to fenoMEN! Doprawdy szalenie podziwiam Marcina, za Jego uczciwą pracę nad własnym charakterem, siłę jaką wykazał się w najtrudniejszym dla Niego momencie życia, męską decyzję o budowaniu domu na skale w wieku lat dwudziestu. To Jego odwaga zrodziła moją i pozwoliła na realizowanie śmiałych, podróżniczych marzeń. Ponadto mój Mąż konsekwentnie zaraża mnie swoją pasją do planszówek, pochłanianiem literatury (z akcentem na fantastykę), słuchaniem Jacka Kaczmarskiego oraz wgłębianiem się w historię. Historię nie tylko naszej znajomości… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *