Wenezuela

W Wenezueli spędziliśmy niecałe trzy tygodnie, ale był to bardzo intensywny czas: zdobyliśmy najwyższy szczyt kraju Pico Bolivar, odwiedziliśmy wpisaną do księgi rekordów Guinnessa lodziarnię Coromoto, szukaliśmy Anakond na podmokłych nizinach Los Llanos oraz z grupą przypadkowo spotkanych i skrzykniętych przez internet ludzi weszliśmy na najsłynniejsze wenezuelskie tepui – Roraimę.

Niestety aktualna sytuacja w Wenezueli (stan na lipiec 2017) nie zachęca do odwiedzin tego pięknego kraju. Na początku 2010 roku sytuacja była w miarę stabilna, choć kraj do najbezpieczniejszych nie należał. Opisaliśmy to wtedy tak:

Wenezuela to dziwny kraj. Litr benzyny kosztuje mniej niż dziesięć groszy, ale mało kogo stać na samochód, a jeśli już ktoś zamierza go sobie sprawić, to transakcji może najkorzystniej dokonać w dolarach. Tych z kolei oficjalnie nie da się nabyć – z pomocą przychodzi czarny rynek. W momencie, w którym tam byliśmy, współistniały trzy kursy dolara – dwa oficjalne (ok 2,7 i 4,3 bolivarów za dolara, pierwszy mniej korzystny dla dóbr importowanych) oraz oficjalny kurs czarnorynkowy wahający się od 5,2 do 6,6. Oczywiście gdybyśmy chcieli wyciągnąć pieniądze z bankomatu, zostałyby przeliczone po najmniejszym kursie, dlatego opłacalny, choć mało komfortowy, był przyjazd z gotówką.

Pomimo bogactwa naturalnego jakim jest ropa, pieniądze trafiają do nielicznych. Wielu ludzi żyje w nędzy, która popycha ich do desperacji. Według statystyk Wenezuela jest drugim po Salvadorze kraju z najwyższą liczbą morderstw w stosunku do liczby mieszkańców (Intentional Homicide Rate). Stolica kraju, Caracas ma opinię jednego z najniebezpieczniejszych miast w Ameryce Południowej.

My duże miasta generalnie omijaliśmy, a na prowincji czuliśmy się generalnie bezpiecznie. Naszym zdaniem w miastach Wenezueli nic ciekawego nie ma, Wenezuelą odwiedza się, aby podziwiać jej największy skarb – przyrodę.