Nurkowanie w Sharm el-Sheikh.

Przygodę z nurkowaniem zaczęliśmy  ponad osiem lat temu w trakcie naszej ponad rocznej włóczęgi poślubnej po Ameryce Południowej. Będąc w Kolumbii zdecydowaliśmy się pojechać do położonej nad Morzem Karaibskim Tagangi, gdzie zrobiliśmy (podobno jeden z najtańszych na świecie) kurs Padi Open Water… i to by mogło być na tyle, gdyby nie nasz wyjazd na Teneryfę siedem lat później i moja spontaniczna decyzja, żeby wrócić do nurkowania. Karina dała się przekonać pół roku później, w Sharm el-Sheikh.

Na miejscu jest wiele centrów nurkowych, ale żeby nie komplikować sobie zanadto życia postanowiliśmy napisać wcześniej do polskiego centrum nurkowego Nautica. Naszym instruktorem był Nasser – bardzo sympatyczny człowiek, z którym czuliśmy się cały czas bardzo bezpiecznie. Warto dodać, że Nasser pracuje od wielu lat z Polakami i poznał nasz język w wysoce komunikatywnym stopniu! Niech to będzie dodatkowa zachęta dla tych, którzy nie czują się komfortowo rozmawiając w języku innym niż ojczysty. Z czystym sumieniem polecamy też kontakt z obsługującą centrum Karoliną, która nie tylko profesjonalnie zorganizowała nasze nurkowanie, ale też jednego dnia zaopiekowała się Antosiem i Nadzieją, dzięki czemu przynajmniej raz mogliśmy nurkować razem, a Antoś poznał nowego kolegę – Omara 🙂 My też poznaliśmy paru fajnych ludzi, m.in. Zbyszka Swobodę, któremu bardzo dziękujemy za udostępnienie poniższych zdjęć do publikacji na blogu.

Nurkowaliśmy, wymieniając się opieką na dziećmi, w sumie przez 5 dni, głównie na rafach w okolicach wyspy Tiran – m.in. na Gordon i Jackson Reef. Jednego dnia wybraliśmy się też do Dahab, gdzie daliśmy nura do onirycznej Niebieskiej Dziury, która pochłonęła już wielu śmiałków, próbujących między innymi pokonać tunel na głębokości około 50 metrów.

Wśród morskich stworzeń jakie zobaczyliśmy znalazły się między innymi szkaradnice, skrzydlice, błazenki, liczne papugoryby, mureny i płaszczki (najczęściej ogończe nakrapiane – inaczej patelnice niebieskoplame, ang. bluespotted stingray, ale raz czy dwa niedaleko przepłynął też orleń cętkowany – ang. spotted eagle ray).

Podwodny świat raf koralowych naprawdę ciężko opisać słowami. Przebywanie tam to jakby doświadczenie innego wymiaru egzystencji. Jeśli Bóg rzeczywiście stworzył świat, to rafy zostawił sobie na koniec. Siódmego dnia wyciągnął się na kanapie, odpalił Netflixa i pomyślał, że to już koniec, gdy nagle w kącie zauważył niewykorzystane farby. Szkoda, żeby się zmarnowały, pomyślał…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dziękujemy za odwiedzenie naszego bloga! Będzie nam bardzo miło, jeśli polubisz nasz profil na Facebooku!