Droga do Leh.

Po skończeniu trekkingu w Kaszmirze wylądowaliśmy w miejscowości Sonamarg. Poszliśmy na dworze autobusowy, ale niestety nie byliśmy w stanie porozumieć się z nikim w sprawie ewentualnej godziny przyjazdu autobusu do Ladakhu, więc spróbowaliśmy szczęścia w łapaniu stopa. Dość szybko zatrzymała się kolorowa ciężarówka. Kierowca ni w ząb po angielsku, ale jakoś się dogadaliśmy na podwózkę do Leh, choć nie wiedzieliśmy, czy bezpłatnie – ostatecznie okazało się, że nie i zapłaciliśmy niewiele mniej niż za autobus. Zyskaliśmy za to możliwość dłuższego przypatrzenia się z bliska życiu kierowców indyjskich ciężarówek – podróż zajęła nam półtorej doby z przerwą na nocleg!

Z tego przejazdu zapamiętaliśmy przede wszystkim korki w drodze na najwyższą przełęcz na trasie (pow. 4000 m n.p.m.) oraz naszego kierowcę, który potrafił wyprzedzać na trzeciego pod górę na zakręcie rozmawiając przez telefon ze swoją kobietą i przystawiając co jakiś czas telefon do głośników, z których wybrzmiewały piosenki o miłości z bollywoodzkich blockbusterów – tak, wiem że to co właśnie napisałem wygląda na typowe blogersko-podróżnicze podkolorowywanie rzeczywistości (w stylu „byliśmy pierwszymi białymi, którzy dotarli do tej wioski”), ale nie ma w tym opisie ani grama przesady…

Leh to dawna stolica Ladakhu. Wizytówką miasta jest zbudowany w XVII wieku pałac królewski wzorowany na Pałacu Potala – historycznej rezydencji królów Tybetu znajdującym się w Lhasie. Podróżując po zdominowanych przez wyznawców hinduizmu (ok 80%) Indiach można zapomnieć, że to w tym kraju, w miejscu zwanym Bodh Gaja, książę Gautama miał dostąpić oświecenia. Ale nie w Ladakhu – to region zdominowany przez buddystów, stanowiących ledwie 1% całej populacji Indii. Buddystów, dodajmy, tybetańskich, bowiem mieszkańcy Ladakhu są etnicznie spokrewnieni z Tybetańczykami i region ten przez wieki pozostawał pod silnym wpływem Tybetu. Co więcej, ze względu na to, co Chińczycy robią współcześnie w Tybecie, często można spotkać się z opiniami, iż Ladakh jest bardziej „tybetański” niż sam Tybet właśnie.

Przez kolejny miesiąc Leh stało się dla nas bazą wypadową na wielodniowe trekkingi – na ponad dwutygodniowy marsz z Lamayuru przez Padum do Darcha oraz na wejście na kawał góry – Stok Kangri (6 137 m n.p.m.), a także liczne wycieczki do malowniczych klasztorów. W Leh spotkaliśmy też naszych starych, dobrych znajomych z Ameryki Południowej – Asię i Łukasza, z którymi spędziliśmy kilka dni, odwiedzając między innymi jezioro przepiękne Pangong Tso oraz dolinę rzeki Nubry, w drodze do której musieliśmy pokonać przełęcz Khardung La – jedną z najwyżej położonych przejezdnych przełęczy na świecie (5359 m n.p.m.)

Podróż do Indii odbyliśmy w 2011 roku. Post oraz zdjęcia nie były wcześniej publikowane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *