Trekking w Kaszmirze – Harimukh Alpine Lakes Trek.

Trekking, na który się wybraliśmy, oznaczony został w przewodniku Lonely Planet „Trekking in the in Indian Himalaya” jako „Harimukh Alpine Lakes Trek”. Niestety, z uwagi na niestabilną sytuację w Kaszmirze, wydawnictwo nie zdecydowało się na umieszczenie szczegółowego opisu trasy, zachęcając do skorzystania z pomocy lokalnych przewodników. Ponieważ bardzo zależało nam na pokonaniu tej trasy, a nie mieliśmy nawet mapy, nie pozostało nam nic innego jak poszukanie wsparcia w postaci lokalnego przewodnika właśnie.

Znaleźliśmy go po zasięgnięciu języka w miasteczku Kangan. Polecony przez miejscowych chłopak imieniem Ashrif zjechał do nas ze swojej rodzinnej wioski Naranag, aby uzgodnić wynagrodzenie i zakupić jedzenie. Wiedząc, że dostaje pieniądze za każdy dzień wędrówki, Ashrif próbował nas przekonać, że na trekking powinniśmy przeznaczyć dziesięć dni, ale w końcu umówiliśmy się na siedem i okazało się, że taki czas w zupełności wystarczy na niespieszne pokonanie tej trasy. Ashrif wziął ze sobą do pomocy kolegę Mushtaqa oraz dwa konie, które niosły nasze plecaki wraz z jedzeniem. Zanim ruszyliśmy, zwiedziliśmy jeszcze położone w Naranag ruiny świątyni Sziwy pochodzące prawdopodobnie z VIII w. n.e.

W nazwie trekkingu („Harimukh Alpine Lakes Trek”) nie bez powodu znalazł się przymiotnik „alpejskie” – pejzaże bardzo mocno przypominały nam to, co widzieliśmy kiedyś w Alpach: było zielono i przepięknie, w dodatku prawie na każdym kroku spotykaliśmy świstaki. Ludzi jak na lekarstwo, ale za to Ci, których mijaliśmy, byli przepiękni i fantastycznie fotogeniczni i praktycznie wszyscy z uśmiechami na twarzach zgadzali się na robienie zdjęć.

Po drodze nie przechodziliśmy przez żadne wioski, ale minęliśmy za to dwie jednostki wojskowe – w końcu wędrowaliśmy tuż przy granicy z Pakistanem, z którym Indie nigdy nie były w dobrych stosunkach. Żołnierze sprawdzili nam paszporty i byli przy tym bardzo sympatyczni. Z przyczyn oczywistych nie robiliśmy im zdjęć, choć z perspektywy czasu żałuję, że nawet nie zapytałem – prawdopodobnie skończyłoby się na klasycznym ujęciu typu żołnierze z backpackersami trzymającymi kałachy w rękach.

A czym jest ów Harimukh? To mierzący ponad 5 tysięcy metrów szczyt, który niestety ze względu na silne zachmurzenie nie ukazał się nam w pełnym majestacie. U jego podnóża znajduje się Gangabal – jezioro oligotroficzne. Ta przywołująca (być może traumatyczne dla niektórych) wspomnienia z lekcji geografii nazwa oznacza w skrócie tyle, że woda w takim jeziorze jest bardzo czysta i bez osadów organicznych, i zawiera dużo rozpuszczonego tlenu, dzięki czemu zbiorniki takie stanowią idealne warunki dla życia ryb – zwłaszcza pstrągów. I rzeczywiście, Gangabal to popularne miejsce połowu pstrągów nawet wśród mieszkańców Shrinagaru, których nie zraża 15-kilometrowe podejście w jedną stronę. Poza Gangabalem na trasie mijamy wiele mniejszych i większych naturalnych zbiorników wodnych, ale na szczególną uwagę zasługują dwa – Vischen Sar i Krischen Sar, prezentujące się szczególnie imponująco z najwyższego punktu na trasie – przełęczy Vishen Sar (4070 m n.p.m.).

Po około tygodniu dotarliśmy do miejscowości Sonamarg, w której zakończyliśmy trekking. Pożegnaliśmy się z chłopakami i ruszyliśmy w dalszą drogę – do Leh!

Podróż do Indii odbyliśmy w 2011 roku. Post oraz zdjęcia nie były wcześniej publikowane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *